Czekoladki najzdrowsze! :)



Odkąd zaczęłam jeść zdrowo i przede wszystkim wyeliminowałam ze swojej diety cukier, to nawet nie mam ochoty na niegdyś ukochaną czekoladę – nawet w wersji eko i dark, chociaż na taką dałabym sobie przyzwolenie, ale w ogóle mnie do niej nawet nie ciągnie. Natomiast kilka dni temu postanowiłam zrobić moim Kozuchom zdrowe czekoladki i… sama się w nich zatopiłam… i cały nasz dom uzależnił się od nich. Są po prostu obłędne. I najchętniej byśmy je jedli i jedli i jedli
Do przepisu na nie zbierałam się już od dawna. Znalazłam go już onegdaj na jednym z blogów, do którego chętnie zaglądam, a „Rewolucja” to jego drugie imię Mowa o Smakoterapii i Matce Eksperymentatorce, która robi cuda z kaszy jaglanej i nie tylko. Przepis oryginalny znajdziecie tutaj .
A oto on:
Zdrowe czekoladki.

Składniki:
·        100g migdałów (ja użyłam blanszowanych)
·        ok. 10 daktyli eko
·        ok. 10 łyżek oleju kokosowego
·        2 łyżeczki karobu (ew. dobrego kakao)
Wykonanie:
Migdały i daktyle należy kilkakrotnie zmielić – najlepiej w maszynce do mięsa bo tak jest najszybciej. Gdy pierwszy raz robiłam czekoladki to migdały najpierw potraktowałam moździerzem, a potem wrzuciłam do młynka do kawy. Daktyle natomiast przepuściłam kilkakrotnie przez wyciskarkę do czosnku (dobrze umytą ;)). I też wyszło dobrze Możliwości jest więc wiele, a tylko chodzi o to, aby były „przemielone”. 
Następnie trzeba rozpuścić olej kokosowy – ja przełożyłam go do małego garnuszka i podgrzałam na malutkim ogniu, ale też można wstawić do gorącej kąpieli. 
Na koniec wszystko połączyć (tzn. olej, migdały, daktyle i karob) i zblendować lub zmiksować na w miarę gładką masę. 
Masę przelewamy do foremek lekko natłuszczonych olejem kokosowym. Jeżeli daktyle były bardziej suche, to można dodać więcej oleju do masy, aby była lekko płynna lub też zamiast przelewać, to przełożyć i „ugnieść” ją w foremkach. Całość wstawiamy na kilkanaście minut do zamrażarki. 
U nas wyszły takie sercowate cuda:
A nawet czekoladowy konik:

Zatopiłam w nim migdały, nerkowce i jagodę goji.
A dla mojej Mamy – Barbórki zrobiłam taką „bombonierkę”

Forest Gump by powiedział, że „życie jest jak pudełko czekoladek… nigdy nie wiesz co wyciągniesz”
W tym przypadku wiemy: samo zdrowie! A w dodatku jakie pyszne!!! No, Majeczki brzuszek jest cały czas “głodny na czekoladkę” ;) 
I mój chyba też
Bon appetit!

2 Comments

  1. OOOOOOOOOOO matko jak to cudownie wygląda, gdybym dostała taką ręcznie zrobioną ZDROWĄ i tak pięknie opakowaną bombonierkę bym chyba zapiała z zachwytu. Jestem zachwycona!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *